27 czerwca
Baza projektu Buran, tajne rosyjskie laboratorium biochemiczne

(długi tekst/cytat – można pominąć)

Wickedienko w ponurą miną przyglądał się krzątaninie młodych gierojów. Elita rosyjskich specsłużb zaprzęgnięta do pakowania i dźwigania skrzyń z pozostałościami bazy nie wyglądała na zadowoloną, ale wykonywała to uwłaczające ich kompetencjom zajęcie ze spokojem i godnością.
Jego nie było stać na taki dystans do otaczających go wydarzeń. Odwróci wzrok, nie mogąc znieść widoku całego jego dotychczasowe życia upychanego w pośpiechu do metalowych kontenerów. …więc tak to wszystko ma się skończyć? – pomyślał – prawie osiem lat pracy na marne? Jak ci durnie z centrali mogli zamknąć jego projekt! I to teraz, kiedy sukces był na wyciągnięcie ręki! I co oni w ogóle mu zrobili?! Zsyłają go teraz do jakiegoś zasranego prowincjonalnego zakładu Rozwoju Produkcji Rolnej w Uran Bator. Jego! Chlubę i chwałę Instytutu Biologii i Chemii Wojskowej im. Iperytowa, dwukrotnie odznaczonego orderem Bohatera Związku Radzieckiego, nagrodzonego…
Z nawały czarnych myśli wyrwał go głos młodego adiutanta – Pułkowniku-Doktorze-Wickedienko! Melduję-że-jesteśmy-gotowi! Transport-w-drodze! – wyszczekał jednym tchem młokos w za dużym mundurze. Wickedienko oszczędnie skinął głową, ani na moment nie odrywając wzroku od linii horyzontu. Ostry, suchy wiatr przeganiał kłęby pyłu u jego stóp. Stał tak jeszcze chwilę, po czym splunął, odwrócił się na pięcie i ruszył do ohydnego, odrapanego baraku laboratorium, w którym strawił najlepsze lata swojego życia.

Kilka kilometrów dalej Duch opuścił lunetę swojego karabinu snajperskiego i poprawił na krtani mikrofon laryngofonu. Widziałem go, to na pewno on – wyszeptał.

No tak mniej więcej wyglądała fabuła scenariusza który odbył się na poligonie pod Skierniewicami. Znalazłem się tam dzięki Czerwonej Orkiestrze – grupie pasjonatów z Skierniewic/okolic bawiących się ASG. A czym jest ASG?
Air Soft Gun – broń, strzelająca plastikowymi kulkami – zwykle będąca repliką prawidziwej. Zabawa po częsci w stylu paintballu, tylko o ile tam stawia sie na zabawe w strzelanie, to tu na „odgrywanie” roli prawdziwych żołnierzy i jak najpełniejszy realizm.
Do Czerwonej Orkiestry z tego co mi wiadomo należy około 20 osób, jednak na poligonie pojawiły się także inne grupy – z karabinami ganiało się po poligonie około 80 osób.






Krótka odprawa w obozie Rusków i zaopatrzony w kamizelke odblaskową jako reporter wojenny miałem ruszyć poszlajać się po poligonie licząć na to, że może natrafie wroga. Taa szlajałem się 2 godziny po lesie (poligon ładne pare hektarów) i znalazłem pare psów, 2 rodzinki na spacerze (przy kazdym wjezdzie na poligon jak wół ogłoszenie, że zakaz wstępu po trwają „zawody strzeleckie”), 2 sarny, grupe ludzi z paintballem. Zero sił wroga, nikogo nie widziałem, nie zdziwił bym się gdyby się okazało że oni mnie cały czas widzieli. Wracam do „swojej” bazy – tam przynajmniej miałem pewność, że ktoś będzie się kręcił w okolicy.

Zbudujemy atom jeszcze większy…

Wokoło bazy patrole…



W bazie spokój…




Aż do momentu gdy jakiś patrol został zaatakowany przez 3 osobowy oddział wroga na quadzie, z tego co słyszałem oznaczać to mogło że w ciągu pół godziny szykować ma się jakaś rozruba, niestety musiałem się zmywać ;)

Podziel się postem:
  • Facebook
  • Twitter
  • email
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Wykop
  • Google Bookmarks